POWRÓT
Sylwester i Nowy Rok,

W środę, przed Wigilią Bożego Narodzenia przyszło mi odprawić pogrzeb, ponieważ nie wiedziałem dokładnie gdzie jest cmentarz, a czasu nie pozostało mi zbyt wiele, zadzwoniłem po taksówkę. Z lekkim  zdziwieniem zorientowałem się że za kierownicą siedzi Polak. Moja radość nie trwała niestety długo ponieważ rodak okazał się być świadkiem Jehowy. Podczas jazdy bezustannie i niezmordowanie tłumaczył mi, że de facto ksiądz na pogrzebie nie jest potrzebny ponieważ dusza po śmierci w zasadzie umiera, czy też trwa w jakiejś dziwnej nieświadomości i zmartwychwstanie dopiero na końcu czasów. Na udowodnienie swej tezy zacytował mi z pamięci kilka wersetów z Pisma Świętego. O ile mogłem się zgodzić, że faktycznie obecność kapłana przy obrzędach pogrzebowych nie jest bezwzględnie konieczna ponieważ pogrzeb nie jest sakramentem, to jego poglądów co do śmiertelności duszy, nie mogłem tak łatwo zaakceptować. Przypomniałem sobie, że Jezus w Ewangelii św. Mateusza 10,28 powiedział: Nie bójcie się tych, którzy zabijają ciało, lecz duszy zabić nie mogą . Bójcie się raczej tego, który duszę i ciało może zatracić w piekle.  Ten biblijny argument jednak nie przekonał mojego bystrego rozmówcy ponieważ Świadkowie Jehowy interpretują go inaczej. No cóż - kwestia interpretacji, ostatecznie każdy może sobie na własny użytek interpretować Biblię jak chce i udowodnić to co chce udowodnić. Można przykładowo jak się ktoś uparcie postara za pomocą Biblii udowodnić, że Boga nie ma. Proszę sobie zobaczyć Psalm 14, w którym dosłownie czytamy: Mówi głupi w swoim sercu: Nie ma Boga - jeśli opuszczę wcześniejszy wers wyjdzie mi, że Boga nie ma i już!!!
Mam jednak nadzieję, że my katolicy wierzymy: iż Bóg istnieje i że nasza dusza jest nieśmiertelna, że szukamy prawdy a nie półprawd i że ostatecznie posługujemy się i czytamy prawdziwą Biblię przetłumaczoną z języków oryginalnych, a nie posługujemy się Biblią spreparowaną specjalnie na użytek udowadniania tez teologicznie podejrzanych.
Po co o tym piszę przed Sylwestrem 2010, piszę o tym bo stoimy na progu Nowego 2011 Roku, znowu pewien etap naszego życia się kończy, znowu jesteśmy bliżej, niestety śmierci ale jednocześnie bliżej życia wiecznego.Dobrze byłoby, zakończyć ten rok uczestnictwem we Mszy Świętej. Zaraz wytłumaczę dlaczego. Parę lat temu miałem zwyczaj słuchania wieczorami Radia watykańskiego, zawsze o ile mnie pamięć nie myli, w środowe wieczory, były emitowane ciekawe katechezy. Pewnego razu katechezę głosił, wtedy jeszcze Kardynał Josef Razinger, obecnie nasz Papież Benedykt XVI. Mocno utkwiły mi w pamięci jego słowa: Każda Eucharystia, każda Msza święta zbliża nas do Chrystusa i jest krokiem do wieczności w Bogu, każda Eucharystia karmi nas nieśmiertelnością. Każda Komunia Święta godnie przyjmowana, czyli w stanie łaski uświęcającej, to znaczy bez grzechu ciężkiego na sumieniu to krok w nieśmiertelość, to pokarm nieśmiertelności - powiedział obecny Papież.
Może warto zdobyć się, przed szampańską sylwestrową zabawą, na taką krótką refleksję, czy ten przeżyty rok zbliżył mnie do życia wiecznego, czy też moje myśli i działania były związane tylko z troską o sprawy doczesne. To dobry moment by sobie o tym trochę pomyśleć.
W pierwszy dzień Nowego Roku jak zwykle, czcimy Maryję Bożą Rodzicielkę, jesteśmy jej wdzięczni za to, że zdecydowała się urodzić Syna Bożego, miała wolną wolę teoretycznie mogła powiedzieć Bogu, że nie chce, ale powiedziała TAK: Oto ja Służebnica Pańska niech mi się stanie według słowa Twego. I za to jesteśmy jej bardzo wdzięczni. Świadkowie Jehowy nie wierzą, że Jezus jest Synem Bożym, w ich Biblii nie znajdziecie fragmentu z Pierwszego Listu św. Jana Apostoła 5,20 w którym czytamy: Wiemy także, że Syn Boży przyszedł i obdarzył nas zdolnością rozumu, abyśmy poznawali Prawdziwego. Jesteśmy w prawdziwym Bogu, w Synu Jego Jezusie Chrystusie. On zaś jest prawdziwym Bogiem i Życiem wiecznym.
My chrześcijanie wierzymy głęboko, że Maryja urodziła prawdziwego Syna Bożego - Mesjasza, który przyszedł by nas Bogu przywrócić, by przywrócić nam życie wieczne w Nim i by towarzyszyć nam w ziemskiej wędrówce do wiecznego szczęścia.
Na ten Nowy Rok życzę Wam oprócz tradycyjnie: zdrowia, szczęścia, pomyślności, przede wszystkim tej świadomości nieśmiertelości. Ponownego uświadomienia sobie jak wielki dar otrzymaliśmy od Boga, dar życia bez końca, szansę na wieczne z Nim przebywanie. Niech Was dobry Bóg strzeże i prowadzi w tym Nowym Roku troskliwie i bezpiecznie po drogach doczesności ku wieczności.

- wprost z bardzo zaśnieżonej stolicy Niemiec - o. Jan Kulik OP
PS. Kościół naucza, że po śmierci czekają nas trzy rzeczy: Niebo, Czyściec albo Piekło. To ostatnie nie brzmi zbyt wesoło. Cóż to jest piekło?
Piekło - to nie miejce w sensie geograficznym, to stan duchowy w którym nie ma miejsca na miłość, to stan nienawiści, ale Bóg tam nikogo nie zsyła, to człowiek sam skazuje się na piekło jeśli nie ma w nim miejsca na miłość, jeśli całym swym życiem zaprzecza miłości, nie chce kochać, jeśli stanowczo i świadomie wyrzuca Boga ze swego życia. Świadomie bo inna jest sytuacja osób, które nie miały w swym życiu możliwości Boga prawdziwego poznać.
Niebo - to stan duchowy, w którym panuje miłość, pełnia miłości, to stan wiecznego trwania w Bogu, który jest miłością.
Czyściec - to stan duchowy człowieka, który nie ma jeszcze w sobie tyle miłości w Bogu mieszkać.  Musi się rozwijać, oczyszczać, bo być może nie byłoby mu w niebie póki co dobrze, czułby się tam nie na swoim miejscu. Jeszcze do tego nie dojrzał. Kiedyś przeczytałem, że czyściec to dar Bożego Miłosiedzia bo Bóg daje duszy czas na rozwój, na oczyszczenie - z czyścca można trafić tylko do nieba. Dzisiaj tak krótko o tych sprawach ostatecznych, kiedyś w przyszłości chciałbym na ten temat napisać coś więcej, ta dyskusja ze świadkiem Jehowy mnie zirytowała i zmobilizowała.